20 listopada 2008

Państwo Środka

Już chyba zdecydowałem się na wybór celu podróży. Wcześniej jeszcze trochę się wahałem ale ostatecznie po spotkaniach z podróżnikami, zorganizowanych w tym miesiącu w dwóch filiach wrocławskich bibliotek publicznych, podjąłem ostateczną decyzję.
Dlaczego Chiny?
Po pierwsze bezpieczeństwo, piękna przyroda, bogata kultura i fakt, że daleko dodają miejscu dodatkowych atutów.
Po drugie z relacji wynika, że ludzie chcą tam wracać, czują potrzebę zobaczenia i poznania czegoś jeszcze, co przeoczyli lub na co po prostu nie mieli czasu.
Chiny do jednak duży kraj nie sposób poznać wszystkich atrakcji w ciągu np. miesięcznego wyjazdu, dlatego warto sobie trasę jakoś podzielić.
Arkadiusz Wyrostek - autor jednej z prezentacji, który wiele miejsc już zobaczył, powiedział, że Chiny to takie miejsce gdzie z chęcią jeszcze by wrócił.
Szczególne wrażenie zrobiły na nim prowincje południowe. Polecił np. spływ rzeką Li (z Guilinu do Yanghuo)
A oto opis z Przewodnika Wiedzy i Życia, Warszawa 2007, s. 416:
"Podczas spływu rzeką Li (Li Jiang) z Guilinu do Yangshuo odnosi się wrażenie, jak gdyby płynęło się przez namalowany chiński pejzaż. Płytka rzeka lawiruje pomiędzy urwistymi, wysokimi na 300 m krasowymi wzgórzami, wioskami oraz bambusowymi zagajnikami, tak typowymi dla chińskiej prowincji na południu. Tutejsi mieszkańcy nadal wypływają na rzekę na bambusowych tratwach i często wykorzystują tresowane kormorany do łowienia ryb"
Z rzeczy praktycznych: Atrakcyjne ceny biletów z Europy głównie do trzech dużych chińskich metropolii: Pekinu, Szanghaju i Kantonu

27 października 2008

nowe pomysły

Wydawałoby się, że gdy cel jest już gdzieś tam w głowie wybrany, to nie ma nic prostszego jak go realizować. Tymczasem często bywa tak, że wyskakują inne okoliczności, które mogą pokrzyżować nam plany. Czasem dobrze, że bilet nie został jeszcze kupiony, bo może być różnie. Kryzys finansowy, o którym teraz głośno, spowodował znaczne osłabienie naszej waluty w związku z czym koszty wyjazdu w ostatnich tygodniach znacznie wzrosły. Miejmy jednak nadzieję, że niebawem wszystko wróci do normy i będzie można powrócić na ścieżkę realnego planowania.
W między czasie wpadają do głowy nowe pomysły i możliwości. Kilka dni temu zapisałem się do Hospitality Club. Jest to organizacja dzięki której możemy podczas podróży skorzystać z gościnności ich lokalnych członków. Sami, rejestrując się, również trafiamy do bazy i możemy oferować nocleg ludziom podróżującym akurat w naszym regionie. Ciekawa idea, już gdzieś o czymś takim słyszałem. Widzę jednak, że baza członków HC jest naprawdę spora. Nawet polska społeczność jest dość liczna i ewentualny objazd kraju z pomocą adresów z bazy tej organizacji wydaje się całkiem realny i ciekawy.
W tym momencie pozdrawiam również Kasię i Przemka, których podróż autostopem do Iranu zainteresowała mnie. Dzięki za zachętę do zapisania się do HC.
http://kasia-i-przemo.blogspot.com/

09 września 2008

festiwal podróżników

Właściwie to po raz pierwszy uczestniczyłem w imprezie gdzie spotykają się w jednym miejscu podróżnicy opowiadający o swoich wyprawach.
Zakładałem, że dowiem się o jakimś wyjątkowym miejscu gdzie będę chciał koniecznie się wybrać. Zbyt wiele jednak tych miejsc i trudno się zdecydować. Pozostaje jedna pozytywna refleksja: To ludzie tworzą klimat wyprawy i tak naprawdę to od nich samych zależy co wyniosą ze swoich wojaży. Ich osobowość odbijała się także w ich prezentacjach i mogła zarazić pasją i pomysłowością.
Poznaliśmy rzetelne podejście naukowców i pasjonatów Syberii: Julia Witczuk i Stanisław Pagacz - "Na buriackich szlakach Syberii". Malownicza przyroda i specyficzny klimat mógł przenieść nas w tę krainę.
Michał Witkiewicz - "Pontonem i na piechotę w poprzek Ameryki Południowej" tchnął we mnie optymizmem jak niewiele potrzeba aby podróżować i przeżyć niezapomnianą przygodę.
Pozostał również w pamięci humorystyczny przekaz Kamila Antkowiaka - "Indie i Nepal ze skrzydła" oraz zainteresowanie pewnym sportem (a może by tak kiedyś spróbować) www.paralotnie.org
Nie zapomnę też długo relacji z wyprawy Tomasza Walkiewicza - "HiFlyer Polar Ice Expedition 2008" Nie tyle sama wyprawa i arktyczny rejon, do którego jeszcze nie mam przekonania, lecz prostota i pewien rodzaj naiwności autora dostarczył nam wiele wesołych momentów. Ale to przecież ludzie są częścią opowieści.

28 sierpnia 2008

Trzeci Świat...czy rzeczywiście niebezpieczny?

" (...) Obraz Trzeciego Świata jest bardzo zniekształcony: albo zupełnie pomija się kraje tamtego obszaru, albo- co jest taktyką znacznie bardziej szkodliwą- przedstawia się je w najczarniejszych barwach. I tak otrzymujemy informacje z piekła rodem: w Bangladeszu są tylko powodzie, ; w Afganistanie nieustannie niszczy się buddyjskie stupy; w Rwandzie mają miejsce ciągłe masakry ludności; w Pakistanie trwa bezkarny handel narkotykami itd. Odbiorca spreparowanych w ten sposób informacji ulega złudzeniu , że żyje w doskonałym świecie, nowej utopii, którą otaczają zewsząd wrogie siły. Trzeci Świat staje się dla niego źródłem zagrożeń."

[Autoportret reportera Ryszard Kapuściński]

Może tzw "trzeci świat" jest równie ciekawym miejscem podróży jak typowe atrakcje turystyczne? Nie ulegajmy zbyt bardzo informacjom przetworzonym przez media, jakoby w tych krajach czyhały na nas, ludzi zachodu, same niebezpieczeństwa. Może to właśnie trzeci świat jest o wiele bardziej interesujący, bo "naturalny" i nie włączony jeszcze do kultury zachodu?
Kapuściński w "Autoportrecie reportera" opisuje jakie są mechanizmy manipulacji informacją i jak łatwo obraz świata może zostać zniekształcony poprzez odpowiednie (a może właśnie nieodpowiednie??) sterowanie informacjami. O danym kraju słyszymy tylko wtedy, kiedy dzieje się tam coś niedobrego. A niewielu jest reporterów i dziennikarzy wnikających w codzienny rytm życia mieszkańców, ich kultury i świadomości. W naszych podróżach nie powinniśmy się kierować wyłącznie informacjami dostarczanymi przez media, gdyż ich stronniczość znacznie zawęża ilość miejsc, które bierzemy pod uwagę jako destynację podróży. Oczywiście wszędzie gdzie się pojedzie należy być rozważnym i być świadomym ryzyka, jednak nie wycofujmy z naszych marzeń takich krajów jak chociażby Bangladesz czy Kolumbia tylko dlatego, że w powszechnym mniemaniu rozpowszechnionym przez media uchodzą one za niebezpieczne.
Może by tak wybrać się np. .... do Iranu? :) Podobno zwykli ludzie, ich gościnność i otwartość niczym nie przypominają obrazu Iranu kreowanego przez media, gdzie jawi się on jako wróg zachodniego świata i centrum terroryzmu. Ja mam ochotę na Iran:) plus kilka innych miejsc po drodze:)

20 lipca 2008

Razem, czy osobno?

W którymś z programów telewizyjnych poruszono kwestię samotnych podróży. Jakoś nie zastanawiałem się jeszcze nad tym. Było to dla mnie prawie oczywiste, że lepiej mieć w podróży jakieś towarzystwo. Spotkałem się teraz z ciekawym poglądem osób podróżujących samotnie. Twierdzą one, że dzięki temu mogą poświęcić całą swoją uwagę na kontemplację nowo poznawanych miejsc. Nie muszą rozpraszać uwagi na dotrzymywanie towarzystwa. Są bardziej dociekliwi i otwarci na kontakty z lokalną ludnością.
Mnie osobiście brakowałoby kogoś z kim można by podzielić się na bieżąco swoimi wrażeniami. Oprócz tego wydaje mi się, że towarzystwo w podróży daje nam większe poczucie bezpieczeństwa w nietypowych sytuacjach. To tylko moje odczucia. Wiadomo jest, że w trasie można poznać wiele ciekawych ludzi, których trasy przez jakiś czas pokrywają się z naszymi.

03 lipca 2008

leśne chatki

Oto obiecane informacje o leśnych chatkach z książki: P. Kubicki: Finlandia. Bielsko-Biała 2008, s. 79-80.
"Leśne chatki mają w Finlandii różne nazwy, związane z ich formą i przeznaczeniem. Jeśli na budynku widnieje inna nazwa niż wymienione poniżej, prawdopodobnie jest on własnością prywatną, a w takim wypadku nie wolno z niego korzystać bez zgody właściciela. We wszystkich chatkach zabronione jest palenie tytoniu.
Autiotupa, domek na odludziu, z otwartymi drzwiami, skromnie urządzony, z twardymi łóżkami piętrowymi. Wewnątrz podstawowe przybory do gotowania.
Kammi, tradycyjna chata lapońska, rodzaj niewielkiej ziemianki, zlokalizowana w odludnych regionach. Z reguły może pomieścić 1-2 osoby.
Kamppa, chatka służąca od czasu do czasu za schronienie pasterzom reniferów. Na południu najczęściej jest własnością prywatną.
Rajavartioston tupa, domek zbudowany dla funkcjonariuszy straży granicznej. Z reguły dostępny dla wędrowców. Można w nim zatrzymać się na jedną noc.
Varaustupa, domek, który można zarezerwować za opłatą. Skromnie wyposażony, ale w porównaniu z wymienionymi powyżej jest prawdziwym luksusem.
Yksityiskamppa, domek prywatny. Można się w nim schronić tylko w wyjątkowych sytuacjach."

30 czerwca 2008

z Helsinek

W sobotę wróciłem z kilkudniowego służbowego wyjazdu na konferencję w Helsinkach. Trzeba więc napisać parę słów refleksji z pobytu w Finlandii.
Końcówka czerwca to bardzo dobra pora na pobyt w tych rejonach ze względu na pogodę i na wydłużony dzień na tej szerokości geograficznej. Zachód słońca jest między 23.00 a 0.00 ale praktycznie całą noc nie jest ciemno - nazywamy to zjawisko "białymi nocami" (ang. midnight days). W zasadzie to nic spektakularnego się w tym czasie nie dzieje. Jednak czasami człowiek czuje się dziwnie idąc sobie przez miasto po 22.00, a tutaj widno jak u nas o 17.00.
Wyjazd ten zmienił też mój stereotypowy wizerunek Fina, jako człowieka chłodnego i z rezerwą. Ogólnie Helsinki po południu tętnią życiem i pełno jest tutaj młodych ludzi. Nie ma problemu w porozumiewaniu się po angielsku. Wszyscy tutaj znają ten język bardzo dobrze i bardzo chętnie pomagają zagubionemu turyście ;). Język angielski zna tutaj także szatniarz czy bramkarz w klubie i chętnie wytłumaczy i pokaże drogę do innego lokalu gdzie jest telewizor i można obejrzeć mecz (to było w czasie meczy półfinałowych Euro2008). U nas ta grupa ludzi jest jakby z innej planety i czasem trudno jest się z nimi dogadać w rodzimym języku.
Koszt piwa w klubie to ok. 4,50 - 6,00 EUR (dosyć drogo ale chyba Skandynawia to obszar gdzie ogólnie alkohol objęty jest jakimiś ogólnymi sankcjami nie tylko finansowymi). Chciałem kupić sobie piwo w sklepie i obejrzeć mecz spokojnie w hotelu. Okazało się, że nie można tego zrobić. Sklepy z alkoholami zamykane są chyba o 18.00 i jest to jakaś ogólna godzina, po której nie można sprzedawać alkoholu na wynos. Nawet nie robi się tego w marketach otwartych do późna (na regałach z piwami są kraty i kłódki).
Oczywiście taki kilkudniowy wyjazd nie pozwolił mi na zobaczenie wszystkich ciekawych miejsc. Próbowałem znaleźć coś charakterystycznego jedynie dla Finlandii. W porcie w hali targowej, gdzie głównie handluje się produktami spożywczymi, a zwłaszcza owocami morza znalazłem jedno stoisko z ręcznie robionymi nożami tzw. finkami. Wyglądały ciekawie ale miałem wrażenie, że wykonywane są pod turystów. Świadczyć o tym mogła cena ok. 150 EUR za średniej wielkości finkę. Figurki Muminków, które spotkałem w sklepach również wyglądały dosyć szablonowo. To raczej masowa produkcja turystycznych pamiątkowych maskotek. [zdaje się że jeden z bohaterów tej bajki nazywał się Włóczykij - mógłby więc zostać nieoficjalną maskotką tego bloga ;)]
Tak, więc zakończyłem pobyt bez charakterystycznej fińskiej pamiątki. Pozostały jedynie wspomnienia miejsc i kilka fotek zrobionych telefonem komórkowym.
Może jeszcze powróci się kiedyś do tego skandynawskiego kraju.
Przemknął mi przez głowę pomysł wyprawy rowerowej przez Skandynawię. Pewna znajoma wspomniała mi kiedyś o leśnych chatkach, które są dostępne turystom za darmo. Sprawdziłem tę informację, to prawda ale o tym w następnym wpisie.

21 czerwca 2008

Sprzedaj lodówkę i jedź!

Jak jesteśmy przy książkach, które nakręcają nasze marzenia o podróżach ( bo bardzo często to od nich właśnie się zaczyna) jest szczególna kategoria książek podróżniczych na naszym polskim rynku- książki Beaty Pawlikowskiej ( z serii "Blondynka w...") oraz Wojciecha Cejrowskiego. Są to przede wszytskim opowieści z dżungli Ameryki Południowej i Centralnej, życia wśród Indian i kontemplowania dzikiej, nieokiełznanej przyrody. Dzięki takim wspaniałym opowieściom, przyprawionym odpowiednią dozą humoru możemy przenieść się w świat wiecznie zielonej puszczy, krętych, niekończących się rzek, chmary komarów, czarów, szamańskich zaklęć. Możemy razem z autorami poczuć na skórze miliony ukąszeń much żelaznych, usłyszeć syczenie kobry, zanurzyć stopy w rzece z piraniami.
Zanim zrealizujemy własne marzenia o podróżach tych bliskich i tych dalekich może warto zacząć od takich właśnie lektur? Może właśnie one zainspirują nas, do rozpoczęcia podrózy, o których marzymy od dawna? Znajdziemy tam bowiem niejednokrotnie opinie, ze podróżnikiem może zostać każdy, kto naprawdę tego chce. Trzeba tylko zastanowić się, co dla nas ważniejsze - przysłowiowa lodówka, czy odkrywanie tego, co dla nas jeszcze nieodkryte?

"Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń.
Bardzo wielu tak jak ja, z lodówką na plecach.
Inni niosą komputery, zestawy stereo, stare meble, obrazy, maszyny do szycia, pierścionki po babci, lampy, zegary, dywany... To dlatego, że marzenia nie mają ceny, a bilety lotnicze owszem. Ale niech Cię to nie zatrzymuje!

!!! SPRZEDAJ LODÓWKĘ I JEDŹ!!! "


(W. Cejrowski, "Gringo wśród dzikich plemion")

20 czerwca 2008

ku pokrzepieniu...:)

Wciąż jeszcze nie mogę oderwać się od tematów europejskich ale to przecież dopiero początki ;) Znowu dorwałem pewną książeczkę, z której chciałbym przytoczyć cytat - tak na zachętę. Od autora: "Teraz z perspektywy wielu wyjazdów zachęcam wszystkich do zerwania ze stereotypami myślenia o wakacyjnych wyprawach. Można poznawać świat naprawdę tanio. Pieniądze są oczywiście potrzebne (choć zdarzają się jednostki, które przemierzyły pół globu, niemal obywając się bez nich), jednak prawdziwe bogactwo to nie to, z czym wyjeżdżamy (najdroższy sprzęt, najdroższe bilety, rezerwacje w luksusowych hotelach i dużo, dużo kasy), lecz to, z czym wracamy - masa wrażeń, nowe znajomości, wspomnienia, sporo wiedzy o świecie i ludziach i ogromna satysfakcja, że się udało.
Przede wszystkim radzę pamiętać, że tak naprawdę podróżujemy dla siebie. Wierni temu założeniu świadomie układamy trasy naszych wojaży. Nie ma nic przyjemniejszego niż planowanie podróży, a po powrocie - poczucie niedosytu." Marek Tomalik: Tanie podróżowanie po Europie. Warszawa 2002.
Stąd też kilka linków do kolekcji :)

17 czerwca 2008

nieznana strona Europy

Wczoraj wpadła mi w ręce książka Remigiusza Mielcarka: Mikrokraje Europy Zadziwiająca sprawa, nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, że jest w Europie tyle niezależnych terytoriów. Wg Mielcarka na miano krajów zasługuje w Europie 65 terytoriów.
Hm...chcąc zwiedzić wszystkie kraje Europy, poświęcając na każde tydzień, zajęło by to ponad rok czasu. To ciekawe :) Fakt, że niektóre to naprawdę kraje w skali mikro z kilkunastoma mieszkańcami (Państwo Suwerennego Wojskowego Zakonu Maltańskiego) ale z własną flagą i znaczkami pocztowymi ;) - pewnie nie byłoby tam co robić nawet 1 dzień (ot, ciekawostka)
Oto lista mikrokrajów:
Alderney
Andora
Athos (Agion Oros)
Azory
Gibraltar
Guernsey
Herm
Jersey
Liechtenstein
Luksemburg
Lundy
Malta
Monako
Naddniestrze
San Marino
Sark
Seborga
Suwerenny Wojskowy Zakon Maltański
Watykan
Wyspa Man
Wyspy Alandzkie
Wyspy Owcze

13 czerwca 2008

cel podróży

No tak, to jest chyba najważniejsze. Póki co wydaje się, że im dalej tym lepiej. Chyba każdy tak ma, bo uważamy że te mniej odległe miejsca zawsze kiedyś jeszcze zdążymy odwiedzić.
Czym się kierować przy wyborze miejsca? Po pierwsze, chyba najważniejsze - co nas pociąga i interesuje. No cóż jest tyle miejsc, że trudno się zdecydować. Tutaj pomocne, a jednocześnie ograniczające są nasze możliwości finansowe. Trzeba przyjrzeć się promocjom na loty. Przeczytać parę książek podróżniczych i ocenić swoje możliwości fizyczne (chyba nie warto na pierwszy raz zapuszczać się w jakąś tropikalną dżunglę). Warto też chyba skorzystać z rady kogoś doświadczonego. Niewątpliwie cenne mogą okazać się również telewizyjne programy podróżnicze typu: "Boso przez świat" W. Cejrowskiego.
To tak na początek.

12 czerwca 2008

plany, plany, plany...

Właśnie wpadłem na pomysł aby założyć bloga o planowaniu wyprawy. Łatwiej połapać się wtedy w tych wszystkich wiadomościach jeśli będą zgromadzone w jednym miejscu. Nie będzie to być może jakaś wyjątkowa "Księga przygody", czy coś w tym stylu ale warto spróbować, bo chęci są (to jest ponoć najważniejsze), a pomysł również się znajdzie.
Może moje koleżanki z blogera zgodzą się współtworzyć tę inicjatywę? Byłoby to ciekawe. Tym bardziej, że mają już pewne doświadczenie i na pewno będą w stanie podzielić się ciekawymi informacjami.
Niebawem im to zaproponuję :)